De BURY - PHILOBIBLON O miłości do ksiąg 1921r. BIBLIOFILSTWO

  • Dodaj recenzję:
  • 8737
  • Dostępność: Jest Jest  (1 szt.)
  • szt.
  • 349,00 zł

De BURY - PHILOBIBLON O miłości do ksiąg 1921r.

DE BURY Ryszard
PHILOBIBLON
O miłości do ksiąg

Spolszczył Jan Kasprowicz

Traktat z XIV w. o bibliofilstwie kard. Ryszarda de Angerville przyd. de Bury. (1287-1345), jednego z najwybitniejszych bibliofilów. Traktat poprzedza wiersz tłumacza o bibliofilstwie.

NAKŁAD NUMEROWANY (ODBITO JEDYNIE TYSIĄC EGZEMPLARZY)

Lwów1921r., Zakład im. Ossolińskich, str. VIII+112, dodatek (objaśnienia i przypisy), format 15x21cm;

Richard de Bury (ur. 24 stycznia 1287, zm. 14 kwietnia 1345), angielski bibliofil i wychowawca następcy tronu.
W 1327 rozpoczął służbę na dworze królewskim. W 1333 został biskupem Durham a w rok później Edward III
mianował go wielkim kanclerzem. Zgromadził on pokaźny zbiór książek, które zamierzał podarować na rzecz
Durham Collage (Oksford). Nie doszło to jednak do skutku, ponieważ Richard de Bury był zadłużony
i jego księgozbiór uległ rozproszeniu (część znalazła się w opactwie St. Alban).
Ostatnie dwa lata poświęcił na pisanie dzieła „Philobiblon”, które zostało przetłumaczone na wiele języków
w tym także polski (polskie tłumaczenie J. Kasprowicz „O miłości do ksiąg” 1921 r.)

Z księgi :

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY. Jak należy troskliwie obchodzić się z książkami i utrzymywać je w porządku.

Spełniamy nie tylko obowiązek wobec Boga, przygotowując tomy nowych książek, lecz posłuszni jesteśmy
i obowiązkowi miłosierdzia świętego, troskliwie obchodząc się z książkami, układając je w dobrym stanie
na ich miejscach, iżby radowały się że czyste wychodzą z rąk naszych i że bezpiecznie spoczywać mogą na półkach.

Po szatach świętych i świętych naczyniach, przechowujących ciało naszego Pana, z pewnością księgi są
godne, iżby księża obchodzili się z niemi z czcią należytą, albowiem dopuszczają się na nich haniebnej zniewagi,
jeśli śmią się ich brudną dotykać ręką. Uważamy przeto za godziwe przestrzegać uczniów przed rozmaitemi
zaniedbaniami, których zawsze mogą uniknąć, a które księgom prawdziwą wyrządzają szkodę.

Nasamprzód co się tyczy otwierania i zamykania ksiąg, niech to z winnym czynią szacunkiem;
nie rozrywać ich z nieopatrznym pośpiechem i po przeczytaniu nie zostawiać ich na miejscu, ale raczej umieszczać je
tam, dokąd w dobrem przynależą zamknięciu. Albowiem księga na większą zasługuje troskliwość niż obuwie.

Istnieje naprawdę źle wychowane stado uczniowskie, co, pozbawione kierownictwa regułami przełożonych,
odrazu wielce się swem głupiem pyszni nieokrzesaniem. Zachowują się ci młodzieńcy bezczelnie, aż pękają z nadętości i,
w niczem najmniejszego nie mając doświadczenia, z wielką o wszystkiem wyrokują pewnością.

Widzieliście może tego rodzaju lekkomyślnego chłystka, jak postępuje sobie bałwan ten przy czytaniu,
jak zimą, w czasie mrozu, z zakatarzonym i mokrym siada nosem, jak nie myśli o tem, aby go wytrzeć i plugawemi smarkami
nie zapaskudzać książki, przed nim leżącej. Że też, Panie Boże, zamiast książki, nie dano mu raczej fartucha i ścierki!
Paznogcie ma pełne cuchnącego brudu, czarnego jak sadza i niemi o to zaznacza sobie dogadzający mu ustęp z książki.
Rozdziela pomiędzy rozmaite kartki niezliczoną ilość słomek z wystającemi końcami, aby istny siennik przypominał mu to,
czego pamięć jego zachować nie zdoła. Ponieważ książki nie mają takiego żołądka, któryby słomę tę strawił,
wypycha ona nasamprzód książkę z jej oprawy, żeby w końcu zgnić zapomniana. Nie wstydzi się śmierdziel taki
jeść owoców i sera nad otwartą książką, albo każe spacerować szklance to po jednej, to po drugiej stronicy,
a nie mając swej dziadowskiej sakwy pod ręką, pozostawia w książce resztki obiadu.
Gada bez przerwy, zajmuje czas kolegom nieustannem szczekaniem i racząc ich kupą zdań, wszelkiego pozbawionych sensu,
opluwa śliną książkę otwartą położoną na kolanach. Ba, w ferworze wymachując rękami, opiera się na książce
i po krótkiem rozkoszowaniu się wiedzą w długą zapada drzemkę, a potem budząc się i naciągając brwi,
miętosi marginesy książki nie bez małej dla książki tej szkody.

Ale deszcz przestaje padać i już wystrzelają kwiaty z pod ziemi; i oto wzmiankowany uczniak, nienawidzący raczej książek,
niż rad je widzący, napełnia tom swój mnóstwem fiołków, pierwiosnków, róż i listków koniczyny; wilgotną, spotniałą ręką
posługuje się przy odwracaniu stronic, brudnemi rękawiczkami dotyka się białego pergaminu i za wierszami idzie palcem,
tkwiącym w starej skórze; czując że gryzie go pchła, rzuca księgę świętą na ziemię i ta leży cały miesiąc nieruszona
i tak pokrywa ją kurz, że odmawia już posłuszeństwa usiłującemu ją zamknąć.

Istnieją też bezwstydni młodzi ludzie, którym szczególnie należałoby zakazać dotykania się książki;
zaledwie bowiem nauczyli się odcyfrowywać litery, a już bawią się w nieszczęśliwych komentatorów tych tomów przecudnych,
które im powierzono; a gdzie dawniej szeroki był margines naokoło tekstu, widać obecnie potworny alfabet, albo jakąś inną
bezwstydność, tak jak przedstawia się ich wyobraźni i jak ją w czelności swej maluje cyniczne pióro.
Tam jakiś łacinnik, tam sofista, tam inny niedowarzony jakiś pisarek próbuje zręczności swego pióra i w ten sposób
widzimy bardzo często że najpiękniejsze księgi tracą wartość i pożyteczność. Istnieje także pewien gatunek złodziei,
w wysokim stopniu kaleczących księgi, ponieważ, dla napisania listu, obcinają brzegi stronic i odgryzają nawet kartki ochronne.
Świętokradztwo takie powinno być pod grozą klątwy zakazane.

Przyzwoitość wymaga, iżby uczniowie opuszczając refektarz, myli sobie ręce i zakurzonymi palcami nie brudzili oprawy
księgi lub stronic. Wrzeszczący dzieciak nie powinien też przypatrywać się minjaturom początkowych liter rozdziałów
i wilgotnemi łapami zbeszczeszczać pergaminu, bo dziecko dotyka się wszystkiego co widzi.

Ponadto laików obojętnie patrzących na książkę, wywróconą grzbietem do góry, jako że niby leży dobrze, winno się
uważać za niegodnych wszelkiego obcowania z książką. Kleryk, który umorusał się przy garnku, niech nie dotyka się skryptu,
nie umywszy się przedtem; a tylko żyjący bez zmazy ma prawo kosztownemi opiekować się tomami.

Czystość rąk, a parszywe i ochrościałe są właściwością kleryków, wychodzi na dobre tak samo mnichom, jak księżom.
Zauważywszy jakieś uszkodzenie książki, trzeba temu zaradzić jak najśpieszniej nic bowiem nie rozszerza się szybciej
niż dziura, a rozdarcie, zaniedbanie na chwilę, da się później naprawić jedynie z lichwą.

Co się tyczy dobrze zrobionej szafy, w której chować można księgi bezpiecznie i bez obawy szkody,
to poucza nas o tym Mojżesz w trzydziestym pierwszym rozdziele swego „Deuteronomium”:
„Weźmijcie te księgi i połóżcie je przy boku skrzyni przymierza Pana Boga naszego”.
O, przecenne i godziwe miejsce na książnicę ta skrzynia, zrobiona z niezniszczalnego drzewa szitti i okuta złotem
wewnątrz i zewnątrz! Ale i Zbawiciel własnym zakazuje przykładem wszelkie złe obchodzenie się z księgami,
jak o tem dowiedzieć się można z ewangelji Łukasza. Przeczytawszy słowa prorocze, napisane o Nim u Jezajasa,
zwrócił księgę kapłanowi dopiero zamknąwszy ją świętemi rękoma Swojemi.
A niechże uczniowie uczą się z tego, iżby większą baczność okazywali księgom i nie poniechali żadnej o nie troskliwości.


TREŚĆ :

TŁUMACZ DO CZYTELNIKA

PRZEDMOWA

ROZDZIAŁ PIERWSZY. O tem, iż skarb mądrości znajduje się głównie w księgach

ROZDZIAŁ DRUGI. O stopniu miłości, jaką przedsię winniśmy księgom

ROZDZIAŁ TRZECI. Dlaczego nieustannie kupować trzeba księgi, prócz w dwóch wypadkach ?

ROZDZIAŁ CZWARTY. Skarga ksiąg, skierowana przeciwko niewdzięcznemu klerowi

ROZDZIAŁ PIĄTY. Skarga ksiąg na dobrze mających się mnichów

ROZDZIAŁ SZÓSTY. Skarga ksiąg na mnichów żebrzących

ROZDZIAŁ SIÓDMY. Skarga ksiąg na wojny

ROZDZIAŁ ÓSMY. O tem, jak rozmaite miewaliśmy sposobności, aby gromadzić księgi

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY. Jak, przenosząc starożytnych, nie potępiamy przecież studjowania dzisiejszych

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY. O stopniowem udoskonalaniu się ksiąg

ROZDZIAŁ JEDENASTY. Dlaczego pisma z dziedziny sztuk wyzwolonych przenosimy nad księgi prawnicze

ROZDZIAŁ DWUNASTY. Dlaczego trzeba się starać o doskonałe księgi gramatyczne

ROZDZIAŁ TRZYNASTY. Dlaczegośmy niecałkiem zaniedbywali czytania utworów poetyckich

ROZDZIAŁ CZTERNASTY. O tych, którzy szczególnie księgi miłować powinni

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY. O korzyściach miłości do ksiąg

ROZDZIAŁ SZESNASTY. O tem, że trzeba nowe pisać księgi, a stare poprawiać

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY. Jak należy troskliwie obchodzić się z książkami i utrzymywać je w porządku

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY. Autor przeciwko swoim oszczercom

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY. Pożyteczne przepisy w sprawie wypożyczania ksiąg uczącym się

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY. Upomnienia dla uczniów, iżby pamiętali o nas w swych modłach pobożnych i jak się modlić

DODATEK
I. Kardynał Ryszard de Bury
II. Rękopisy i druki „Philobiblonu”
III. Objaśnienia


OPRAWA TWARDA WYDAWNICZA PERGAMIN ZDOBIONY Z EPOKI, GÓRNE BRZEGI KART BARWIONE

Stan DB+/BDB-/ drobne otarcia oprawy, ślad [po usuniętej pieczęci?] na k.tyt.